Witajcie!

Dziś mam dla Was króciutki wpis, w którym znajdziecie między innymi przepis na proste mydełko nagietkowe w formie wygodnej do pobrania grafiki 🙂

Ponieważ ostatnio królują u mnie w łazience mydła ziołowe, postanowiłam podzielić się kilkoma bardzo prostymi przepisami. Jako pierwsze  opiszę mydełko nagietkowe.

Nagietek

Wydawałoby się, że nie ma osoby, która nie słyszałaby o nagietku i, że tego kwiatu nie trzeba przedstawiać.

Wspomnę pokrótce o Calendula officinalis, od dawna wykorzystywanym w lecznictwie ludowym. Roślina ta jest również surowcem dla wielu aptecznych i drogeryjnych maści oraz preparatów. O niektórych z nich, jak również o zawartości cennych substancji w nagietku, można przeczytać na stronie dra Henryka Różańskiego. Właściwości, jakie mnie interesują to przede wszystkim działanie nawilżające, odkażające, przeciwzapalne i bakteriobójcze, regeneracyjne (przyspieszenie ziarninowania i gojenia ran) oraz pielęgnacyjne (zmiękczenie naskórka, nawilżenie).

Macerat do mydła

Ziele nagietka można wykorzystywać zarówno w formie naparów, intraktów alkoholowych jak również w formie wyciągów olejowych. Każdy ze sposobów pozwala na wydobycie z ziela nieco innych substancji. Na potrzeby mydlarskie interesował mnie przede wszystkim wyciąg olejowy, który otrzymałam w zeszłym roku przez spryskanie świeżych kwiatów odrobiną spirytusu z atomizera i (po kwadransie) zalaniu ich oliwą z oliwek w jednym słoju i roztopionym olejem kokosowym w drugim. Kwiaty macerowałam na ciepło-zimno. Najpierw podgrzewałam lekko słoiki z nastawami w kąpieli wodnej przez godzinę, a następnie pozostawiłam na trzy tygodnie w zacienionym miejscu.

Oczywiście kwiaty zbierałam we własnym ogrodzie. Są bardzo proste w uprawie, szybko się rozrastają i raz zasiane, odbijają co roku.

Po ponownym podgrzaniu, odfiltrowaniu i wystudzeniu przechowywałam gotowy macerat jeszcze przez pewien czas w lodówce.

 

Mydełko

Mydełko ma już kilka miesięcy i od pewnego czasu używamy go z upodobaniem. Przepis, który proponuję, jest banalnie prosty i, poza wymogiem zastosowania surowca ziołowego, właściwie niczym się nie wyróżnia. Niech nikogo nie przeraża ilość oleju kokosowego w przepisie – o ile nie macie nadwrażliwości na ten olej, w mydełku nie powinien zaszkodzić. Proporcja pół-na-pół oliwy do oleju kokosowego to taka „złota mydlarska proporcja”, ponieważ tłuszcze te wspaniale się dopełniają. Pamiętajmy również, że w obu tłuszczach macerowały się kwiaty nagietka, znacznie poprawiając ich właściwości pielęgnacyjne.

Przetłuszczenie, które zakłada przepis to około 6-7%, ale oczywiście można, w miarę potrzeby dobrać procentowość do własnej skóry. Przygotowując mydełko kapnęłam kilka kropel naturalnego olejku eterycznego, który w gotowym mydle jest właściwie nieodczuwalny. Dodatek miał na celu ustabilizowanie i zakonserwowanie mydełka. Do dekoracji górnej warstwy wykorzystałam kilka kropel oleju palmowego czerwonego, rozmieszanego lekko drewnianą wykałaczką. To zdaje się najprostszy i zarazem bardzo efektowny sposób zdobienia mydła.

 

Mam nadzieję, że przepis okaże się przydatny.

Za jakiś czas udostępnię jeszcze kilka innych prostych przepisów na ziołowe mydełka, oparte o maceraty z ziół, jakie można napotkać na niemal każdej polskiej łące.

 


 Jeśli planujecie skorzystać z przepisu, zmodyfikować go lub macie jakieś uwagi, chętnie się o tym dowiem i poczytam o każdej sugestii 🙂