Hej, ho!

Dziś znacząco obcięłam włosy, aby zdążyć przed rozpoczęciem akcji zapuszczania. Tych przerzedzonych końcówek chciałam się pozbyć już jakiś czas temu, ale dopiero teraz nadarzyła się ku temu okazja. W ramach niedzieli dla włosów zrobiłam również hennowanie i zastosowałam domową płukankę do włosów – co nie zdarza mi się często.

Untitled-6a

Obcięcie wyniosło 9 cm. Zaczynam wiosenne zapuszczanie z długością 53 cm. To niewiele mniej niż w zeszłym roku. Ale wtedy miałam znacznie bardziej przerzedzone końcówki. Od pewnego czasu schodzę z cieniowania, dopiero teraz bardziej widać efekty.

Untitled-7a

Po obcięciu włosów dwukrotnie umyłam je czarnym mydłem rosyjskim. Zawinęłam w ręcznik i przystąpiłam kolejny raz do przygotowywania  – tym razem nieco inaczej, innej firmy. Poprzednim razem wyszło całkiem nieźle, prawdopodobnie za sprawą cytryny i innej procedury przygotowywania.

Untitled-4a

Zaparzyłam hennę w szklanym naczyniu. Co prawda w instrukcji zalecali ciepłą wodę, ale instrukcja w ogóle była dziwna… Zalecano przykładowo pozostawić hennę na głowie do wyschnięcia – planowo na około 3 godziny…!

Untitled-1a

Oczywiście hennę (lekko przestygniętą) nałożyłam pod folię i czepek na lekko wilgotne włosy – i zostawiłam tak niecałe dwie godziny.

Przygotowałam płukankę:
  • 1 litr wody przegotowanej (chłodnej)
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka zatężonego ekstraktu z aloesu
  • 2 łyżki octu jabłkowego

 

Po dokładnym, choć kłopotliwym spłukaniu henny z włosów (gdybym ją wysuszyła, to chyba trzeba by ją wykruszać…), użyłam płukanki. Szczerze mówiąc pokładałam w niej spore nadzieje…

Untitled-8a

Włosy jak zwykle po hennie – miałam dosyć spuszone, lekkie, odbite od nasady i trudne do rozczesania, ale nie aż takie szorstkie (pewnie dzięki płukance).


 

A Wy, planujecie jakieś ‚wiosenne porządki’ na głowie? 😉