Hej, ho!

Dawno nie robiłam nic specjalnego z włosami, odzwyczaiłam się również od „niedziel dla włosów” podczas testowania Biovaxów, ponieważ chciałam mieć 100% pewności, że oceniam działanie konkretnej maski.
Dziś postanowiłam wrócić do serii, bo nic mnie tak nie motywuje jak wspólne akcje. Do pielęgnacji wczoraj zaprosiłam maskę drożdżową, jajko i olej kokosowy, czyli składniki, które zawsze działały na moje włosy pozytywnie.

SONY DSC

Tym razem zaczęłam od małej innowacji: dwie godziny przed maskowaniem użyłam wcierki z maści końskiej, którą teraz testuję. Nie mogę się doczekać efektów, bo, jak zobaczycie na zdjęciach „po zabiegach” – moje włosy wołają o radykalne cięcie.

Wcierkę z maści końskiej stosuję dopiero tydzień. Powstała przez rozcieńczenie maści rozgrzewającej wodą demineralizowaną do konsystencji gęstej cieczy. Jako aplikatora używam pojemnika po wcierce Joanny:

SONY DSC

Do użycia jako maski zmieszałam: olej kokosowy, jajko, maskę, zmieszałam i zostawiłam do rozpuszczenia na kaloryferze. Jeszcze ciepłą nałożyłam na włosy pod czepek i czapkę.

Untitled-1

Umyłam włosy delikatnym szamponem przeciwłupieżowym Natura Syberica. Po naturalnym wyschnięciu wyglądały tak (sztuczne światło, bez lampy):

Untitled-3

Natomiast nocą nieco się „pogniotły”, więc zostały związane w kucyk. W naturalnym świetle (bez flesza):

Untitled-2

Takie powywijane nie wyglądają źle, ale ewidentnie proszą o podcięcie…


A jak tam Wasze niedziele? Macie jakichś ulubieńców, którzy zawsze się sprawdzają?