Uwielbiam dodawać do mydeł zioła w różnej formie, ale naturalne barwienie mydeł zawsze było dla mnie wyzwaniem. Nie tylko ze względu na trudnodostępność niektórych barwników, ale także na ich preparowanie czy fotolabilność. Spróbuję pokazać jakie kolory udało mi się uzyskać stosując naturalne metody barwienia mydeł oraz opiszę niektóre z nich.

Poniżej niecierpliwi mogą zobaczyć infografikę, która co prawda nie ujmuje nawet połowy wszystkich moich prób (tak, było ich baaardzo dużo, większość w zeszłym roku), ale pokazuje ogólny przekrój możliwości:

Wyłączając pojedyncze przypadki wszystkie mydła zostały zrobione z udziałem tych samych tłuszczy, przeważnie w identycznych proporcjach.

Biele i beże

Wbrew pozorom niełatwo w mydle uzyskać kolor idealnie biały, ponieważ jest on zdeterminowany po części składem tłuszczowym. Idealnie białe mydło będzie np. mydło wykonane wyłącznie z oleju kokosowego. Takie mydło może mieć zerowe przetłuszczenie i być stosowane do zapierania (ja tak stosuję). Wiem, że są też osoby, które chwalą sobie także do ciała – w tym przypadku przetłuszczenie musi być możliwie wysokie (np. 15-20%,a nawet wyżej). Ale pamiętajmy: im niższe przetłuszczenie tym mydło jaśniejsze.

Jeśli chcemy uzyskać jasne mydło, nie używajmy silnie barwiących olejów nierafinowanych: rokitnikowego, czerwonego palmowego czy dyniowego.
Jasne mydło dadzą nam jasne oleje i masła, na przykład wymieniony już olej kokosowy, masło shea rafinowane, masło kakaowe, masło awokado, olej rycynowy, bielone woski, olej rzepakowy, słonecznikowy, oliwa pomace, kwas stearynowy, smalec, olej ryżowy…

Im starsze mydło – tym staje się jaśniejsze, co częściowo związane jest z oddawaniem wody. Jeśli na początku damy jej mniej, to również rozjaśni nasze mydło.

Jasne, beżowe kolory dadzą nam niektóre maceraty i octy ziołowe (kwiaty czarnego bzu, bluszczyk kurdybanek, piołun). Jak w każdym przypadku, kolor będzie zależał od mocy maceratu i jego udziału (ilości) w recepturze.

Od góry: mydło bez dodatków, z bluszczykiem kurdybankiem, kokosowe 100%, z białą glinką

Mydła, które żelowały, są zazwyczaj ciemniejsze, intensywniejsze (np. w dużej formie drewnianej.
W małych, pojedynczych foremkach znacznie trudniej uzyskać mocne kolory – jeśli zależy nam na ciemniejszym odcieniu, to mydła foremkowe trzeba dodatkowo izolować, otulić kocem, owinąć, aby żelowanie wspomóc. Jeśli zależy nam na jaśniejszym mydle – wręcz przeciwnie.

Oczywiście można zamiast tej gimnastyki użyć pigmentu – bieli tytanowej lub cynkowej.

Glinki

Najprostszym sposobem barwienia mydeł są barwne dodatki w postaci glinek. Na rynku istnieje duży wybór rozmaitych kolorów i odcieni glinek. Bardzo efektywnie barwi glinka żółta i czerwona. Są one jakby „tłuste”, ich dodatek dodatkowo nadaje mydłu kremistości.

Od góry zgodnie z ruchem wskazówek zegara: glinka czerwona, azowska, biała porcelanowa, żółta i zielona.

Żółcienie i pomarańcze

Tutaj znów mamy szeroką gamę możliwości – bardzo dużo produktów spożywczych możemy do naszego mydła upchnąć: sok z marchewki, pulpę marchewkową, przecier pomidorowy, kurkumę, miąższ dyni, sok z papryki… Nie udało mi się zrobić względnie trwałego barwienia takimi metodami. Karotenoidy są wrażliwe na światło i czasami nie pomoże nawet trzymanie w ciemnościach, a zadziała czas. Najpewniejszy i najefektywniejszy i najtrwalszy jest macerat olejowy z nasion annato. W zależności od mocy maceratu można uzyskać intensywne lub delikatniejsze barwy, bardzo silny macerat z annato może dawać kolory pomarańczowe. Podobnie karotenoidy (sok z marchewki) – jednak te ostatnie z czasem i pod wpływem światła bledną.
Do olejów barwiących mydło na żółto należą np. czerwony olej palmowy i olej z rokitnika.

od góry: annato, kurkuma; dół: pulpa kasztanowa, żółta glinka

Zielenie

Znacznie większym problemem od uzyskania koloru zielonego jest poprawienie jego trwałości. Najładniejszy odcień można uzyskać olejem laurowym (koszmarnie fotolabilny w mydle!) oraz maceratem olejowym z młodego jęczmienia. Ładne delikatnie zielonkawe odcienie dają także różne zioła, algi (spiruina) czy olej konopny. Zasadniczo – i być może jest to tylko moja obserwacja – warto stosować maceraty roślinne, nie proszki, ponieważ masa roślinna w mydle ma tendencje do brązowienia.
Poniżej na zdjęciu w prawym górnym rogu mydło z jęczmieniem (dwutygodniowy macerat) po pół rok od zrobienia.

od góry: zielona glinka, młody jęczmień, ruta zwyczajna, olej laurowy 40%

Tymczasem po pół roku w ciemnym kartonie, uchylanym co kilka dni, olej laurowy pozostał intensywnie zielony jedynie na odwrocie:

od góry: zielona glinka, młody jęczmień, ruta zwyczajna, olej laurowy 40% (odwrócony)

Czerwienie i róże

Na szczęście z czerwieniami jest nieco łatwiej. Kolor czerwony, względnie różowy (przy słabszych maceratach) da nam korzeń rdestowca, rabarbar (rzewień), marzanna sercolistna, czerwone i różowe glinki, a także papryka (przyprawa). Ta ostatnia jednak już zaczyna się odbarwiać (na zdjęciu prawy dolny róg) – trzymana bez dostępu światła zachowuje kolor, ale na świetle szybko go traci. Kolory w mydle można oczywiście próbować utrwalić (np dodatkiem soli czy kwasów, np. cytrynowy do 3% mt), ale idealnie trwałe będą tylko pigmenty – przykładowo czerwień żelazowa. Naturalne kolory potrafią zmieniać się z czasem, nie tylko pod wpływem światła.

od góry: rdestowiec, rzewień (rabarbar), glinka czerwona, papryka

Ciekawy odcień chłodnego różu można też uzyskać używając maceratu z rzewienia indyjskiego. Pisałam o tym jakiś czas temu na Facebooku:

Brązy

Właściwie najłatwiejsze do uzyskania kolory – często otrzymuje się je „niechcący” (nieprawdaż?). Jeśli jednak planujemy brązowe mydło, możemy użyć tego, co zapewne znajdziemy w kuchni: kawy, kakao, cynamonu, kardamonu. Brązowe będzie mydło z dodatkiem borowiny, dziegciu i glinki czerwonej w sporej ilości.

od góry: cynamon, kawa (mocny napar), czerwona glinka, borowina

Szarości i błękity

Chłodne szarości uzyskamy szarymi i błękitnymi glinkami, węglem aktywnym (przy dużej ilości będzie to czerń), węglem kokosowym, oraz indygo. Tutaj dużej filozofii nie ma – kolor zależy od dodanej ilości. Z pigmentów te najbliższe naturze to czerń z winorośli, czerń żelazowa i ultramaryna (niebieski, fiolet). Ładny fiolet otrzymamy także z alkanny barwierskiej (macerat olejowy) – warto go jednak dodawać pod sam koniec, np. do mydlanego budyniu.

U góry: glinka biała (anapska), węgiel aktywny, indygo, glinka błękitna (azowska)

Najefektywniejszy jeśli chodzi o naturalne błękity, okazał się proszek indygo. Użyłam go w formie roztworu wodnego do budyniu i w zależności od ilości otrzymałam różne odcienie:

Mydła barwione roztworem indygo o różnej mocy

W przypływie fantazji poczyniłam również mydło z sokiem z owoców ligustru. Zobaczcie co z tego wyszło:

Barwienie mydła naturalnymi sposobami jest trochę nieprzewidywalną, ale ciekawą przygodą. Dla mnie było osobistym wyzwaniem. Tutaj przedstawiłam tylko zarys tematu, który planuję w przyszłości rozwinąć i uzupełnić.

Na koniec zestawienie najbardziej wyrazistych kolorów, jakie udało mi się uzyskać:

Zachęcam do własnych poszukiwań i eksperymentów!