Witajcie!

Ikona, przecież każdy wie lub czuje co to takiego, ale napiszę: obraz sakralny, wyobrażający portret świętej postaci lub ważnej sceny z jej życia – wykonany techniką tempery na desce. Tak w ogromnym skrócie, ponieważ to temat bardzo złożony, a technika nie jest tak prosta jak się wydaje. Dzisiejszy wpis nieco refleksyjnie rozpocznie nową serię o tematyce trudnej, ale pięknej i wdzięcznej, którą chciałabym podjąć na blogu.

Chciałabym pokrótce opisać nieco technikę, przez jednych ludzi zrozumiałą i oczywistą, przez innych kompletnie ignorowaną, materiały, a wreszcie sam proces twórczy i może również odrobinę symboliki i filozofii. Podjęłam temat ponieważ, jako twórcę, zasmucają mnie nieuczciwe praktyki, które zaobserwowałam na rynku. Na różnych sklepach internetowych (również na popularnym „alledrogo”) roi się od wydrukowanych obrazków, naklejonych na gołą deskę i podmalowanych złotą farbą na aureoli lub tle, a potem lakierem bezbarwnym po całości i wciskanych ludziom za niską cenę jako oryginał… To absolutnie nie są ikony! To bardzo zasmucające, że ktoś ma tupet takie coś określać mianem „oryginału” i zwyczajnie oszukiwać nieświadomych klientów… ale nie o tym miałam pisać… Jak już wspomniałam, dzisiejszy wpis ma charakter poglądowy, ale zamierzam w przyszłości znacznie poszerzyć temat. Może znajdzie w nim kilka przydatnych informacji jakaś szlachetna duszyczka, która temat pisania czy malowania ikon chciałaby podjąć w zgodzie z pewnymi wymogami jakie ta historyczna technika stawia twórcy czy odtwórcy wizerunków.

SONY DSC

Wybór wizerunku

Od tego dziś zaczniemy – niby oczywista sprawa, ponieważ większość ludzi po prostu maluje ikony według reprodukcji. Sporą ilość wzorców dostarcza nam internet – chociażby google grafika, hexaemeron, czy niewielki zbiór u mnie. Polecam także przeszukać strony innych autorów – ludzie piszący ikony z reguły są serdeczni i chętnie służą pomocą i radą, o ile oczywiście ktoś bezczelnie nie kradnie ich prac, nie drukuje i sprzedaje jako swoje;) Wracając do tematu – polecam przede wszystkim zaopatrzyć się w reprodukcję dobrej jakości/rozdzielczości. Czasami warto odwiedzić bibliotekę lub nawet zakupić album z dobrymi reprodukcjami, aby w przyszłości uniknąć trudności w poprawnym odczytaniu obrazu.

SONY DSC

Przyda się to przede wszystkim jeżeli dopiero zaczynacie swoją przygodę z ikoną i jeszcze nie znacie dobrze techniki malowania – wtedy oprócz dobrego wzoru (gdzie widać szczegóły, pociągnięcia pędzla, linię) dobrze jest wybrać się do muzeum. Choć w większości nie można robić zdjęć, to jednak zobaczyć oryginalną ikonę na żywo – to sprawa bezcenna. W Krakowie przykładowo piękne zbiory posiada Pałac Biskupa Erazma Ciołka, mieszczące się na ul. Kanoniczej. A jeśli już się tam wybierzecie, pokłońcie się ode mnie pięknej Madonnie z Krużlowej – rzeźbie, która wzrusza i inspiruje nie tylko miłośników średniowiecza…

Wracając jednak do tematu, wizerunek można wybierać w różny sposób. Jeżeli chcemy po prostu zapoznać się z techniką, na pierwszy raz warto skupić się przykładowo na jednej postaci w ujęciu do ramion. Zróbmy coś w nieco mniejszym (ale nie za małym!) formacie – myślę, że wygodny format to 20×25 cm.

Pamiętajmy, że jeden święty może mieć „wiele twarzy” – wiem, że są osoby wybierające wizerunki pod kątem posiadanych pigmentów (spokojnie, o pigmentach będzie osobny wpis) – nie dyskryminuję ich, chociaż uważam, że czasami dla dobra wizerunku warto dokupić ten jeden pigment więcej. Znane są i uzasadnione także przypadki doboru wizerunku pod wymiary posiadanego podobrazia (deski – ale o tym innym razem).

SONY DSC

Możliwości pozyskiwania reprodukcji wizerunków i i, co za tym idzie ich wyboru, jest multum. Może chcemy namalować konkretnego patrona albo konkretny temat/motyw? Czasami w wyszukanej reprodukcji coś nam się nie podoba – oczywiście ikona dopuszcza modyfikacje kolorystyczne (tutaj warto znać symbolikę barw, ale póki co nie będę się w to zagłębiać), modyfikacje szczegółów anatomicznych czy czasami wręcz kompozycji.

A co zrobić, gdy nie znajdziemy wizerunku interesującego nas świętego? Możemy, na bazie pewnej kanwy stworzyć taki wizerunek, posikując się słownikiem hagiograficznym – znaleźć świętego o podobnych cechach anatomicznych i odmalować mu przynależne atrybuty oraz podpis. Możemy posiłkować się nieikonowym wyobrażeniem (przykładowo rzeźbą, płaskorzeźbą ołtarzową czy obrazem olejnym).  W tym akapicie również chciałam tylko zasygnalizować temat – tylko po to, by pokazać, że malowanie ikon również może być zajęciem kreatywnym, wymagającym pewnej wiedzy i przygotowania.


Niedługo napiszę Wam co nieco o materiałach w jakie warto zgromadzić (będzie to oczywiście mój subiektywny wybór, stworzony na bazie dotychczasowych doświadczeń), a w kolejnych wpisach przeanalizujemy technikę malowania, może nawet namalujemy coś razem? Chcielibyście się uczyć pisać ikony przez internet? Myślicie, że taka nauka w ogóle jest możliwa?

 

One thought on “Jak namalować ikonę? Część pierwsza: wybór wizerunku i refleksja

  1. Zofia napisał(a):

    A ja myślałam że ikony to tylko na pulpicie mogą być… Dziękuję, teraz czuje się „oświecona”. 🙂

    1. Ev napisał(a):

      Tak samo twierdzi T, jest informatykiem;) Fajnie, że masz poczucie humoru, uśmiechnęłam się na ten komentarz:*

  2. Ania napisał(a):

    Genialny i oryginalny post! Szczegółowy i napisany „po ludzku” 🙂 dla ludzi, którzy żyją w przekonaniu, że ikony się maluje i nie jest to nic trudnego (ze względu na często „proste” formy) może być jasnym i klarownym wytłumaczeniem, że nie do końca tak jest 😀
    Swoją drogą, fajnie wiedzieć o tym Pałacu Biskupa – wpisuje do mojego zeszycika, jako punkt do wcześniejszego, czy późniejszego odwiedzenia 🙂

    1. Ev napisał(a):

      Dziękuję Aniu:) Będzie szczegółowsza kontynuacja:)
      Pałac polecam, daj znać jak wrażenia, ja byłam oczarowana każdą wizytą:)

  3. Ewa.Bl napisał(a):

    Bardzo informatywny wpis, ktory z pewnoscia sie przyda komus, kto bedzie szukal takich informacji 🙂
    Niezle, ze oszusci stwarzaja takie „oryginaly” i naciagaja ludzi :/

    1. Ev napisał(a):

      Dziękuję Ewo. Niestety spotkałam się z tym już nie raz i bardzo mnie to zasmuca:(

Dodaj komentarz