Witajcie!

W dzisiejszym wpisie pokażę krok po kroku jak zrobić samodzielnie donicę z mieszanki, po angielsku zwanej „hypertufa”, która ostatnio jest bardzo modna. Jeśli jeszcze o niej nie słyszeliście, to najwyższy czas się zapoznać, ponieważ jest wspaniała: dość szybka, mało wymagająca, relatywnie tania i prosta w wykonaniu, a przy tym bardzo satysfakcjonująca.

Hypertufą określa się sztuczną skałę, wykonaną z różnych kompozytów (surowców) połączonych ze sobą za pomocą cementu portlandzkiego. To materiał popularny, mający szerokie zastosowanie w produkcji ozdób ogrodowych, doniczek, dekoracji oczek wodnych, trawników. Stosunkowo lekki w porównaniu z terakotą czy tradycyjnym betonem oraz porowaty, dzięki czemu sprzyja rozwojowi roślin. Spotkałam się z informacją, że może przetrzymywać zimy na zewnątrz (nawet do -25 a nawet -30°C), ale obawiam się, że nie każda roślina w niej posadzona wytrzyma zimę.

Do produkcji tytułowej donicy wykorzystałam: ziemię (może być też torf), piasek, perlit, cement portlandzki oraz wodę. Potrzeba również pojemnika do mieszania masy, pojemnika-miarki, wiadra lub doniczki, które posłuży jako „forma”, folii i nożyczek oraz łopatki do zmieszania składników. Na zdjęcie nie załapały się rękawiczki (polecam je do pracy z każdą masą cementową), bo po prostu miałam je już na rękach;) Wykorzystałam też podkładkę z dykty, aby nie zabrudzić trawnika:

 

I tu zaczyna się zabawa. Możliwości i kombinacji mamy niezliczoną ilość. Klasyczne proporcje hypertufy to 1 część cementu do 3 części kruszywa (np: 1 część cementu, 1,5 części ziemi lub torfu oraz 1,5 części perlitu lub wermikulitu). Ja dodałam jako wypełniacza także piasku.

Proporcje mojej masy:

  • 1 część cementu
  • 1,5 części piasku
  • 1 część perlitu
  • 2 części ziemi

Cement, jak już wspomniałam, służy jako spoiwo, lepiszcze naszej masy, piasek zmniejsza kurczliwość (działa jako wypełniacz, podobnie jak w przypadku zapraw tynkarskich), co wpływa na wytrzymałość konstrukcji na zmiany wilgotności i temperatury. Perlit nadaje lekkości, spulchnia, dodaje przepuszczalności powietrznej. Dzięki dodatkowi ziemi (lub torfu) donica zyska naturalnego wyglądu, nieco neutralizuje się cement, poza tym będzie możliwy rozwój mchów i porostów na powierzchni donicy, co po dłuższym czasie daje naprawdę ciekawe efekty „wkomponowania w otoczenie”.

Dla zwiększenia wytrzymałości donic i innych obiektów z hypertufy, można dodać do mieszanki włókien polimerowych (czego nie polecam, bo kto z was chce mieć plastik w ogrodzie?), różnych gatunków piasku (dadzą także kolor), kamieni i innych kruszyw kamiennych, jak np. mączka marmurowa czy wapienna (neutralizacja cementu), ale te dodatki większą wagę masy. Można także dodać barwników mineralnych (czerni żelazowej, pigmentów glinkowych typu umbra, siena, ziemia zielona), rozkruszonej drobno cegły lub miki. Przy większej ilości dodatków należy pamiętać, aby potraktować je jako kruszywa w proporcji do cementu, ponieważ za słaba masa okaże się zbyt krucha i delikatna.

Wszystkie suche składniki należy bardzo dokładnie przemieszać. Następnie trzeba dodać wody, nie napiszę ile, bo to kwestia konsystencji. Nie powinno jej być ani za dużo ani za mało, konsystencję, do jakiej ja dodawałam zobaczycie na filmiku poniżej:

 

 

Naszą formę (tu: z wiadra) przygotowujemy wykładając dociętą folią – ułatwi nam ona wyjmowanie donicy z formy, ale także możne nadać fakturę, a nuż komuż akurat taka faktura przypadnie do gustu…
Dalej zaczynamy ubijać naszą masę, dociskając dokładnie do dna (gubość ok. 2-3 cm), staramy się przy tym, aby wszędzie była w miarę różna grubość. Oczywiście lepiej zrobić ciut grubszą, ponieważ po wyjęciu z formy będzie można ją jeszcze dociąć, ale bez przesady. Najlepiej, żeby w każdym zachować mniej więcej podobną grubość. Jeśli gdzieś będzie cieniutko – donica może pęknąć przy wyciąganiu z formy, nie wytrzymując naprężeń, a jeśli zbyt grubo – popęka przy wysychaniu.

 

Kiedy już całe dno mamy wyklejone, możemy budować ścianki – nie będzie złym pomysłem, jeżeli w ścianki naczynia poupychamy kory, patyczków lub kamyczków. Ja użyłam kory bukowej i wierzbowej i wpiłam ją tuż przy folii, doklejając dokładnie hypertufą:

Następnie budujemy ścianki dalej – jeśli dodaliśmy kory, to trzeba ją dokładnie okleić, sprawdźmy także grubość ścianek, uwzględniając korę. Na sam koniec, jak pokazuje ostatnie zdjęcie, należy wbić na środku patyczek (nie jest to niezbędne, ale po wyjęciu z formy usuniemy go i zyskamy dziurkę drenażową).

Po kilku dniach (3-4), możemy ostrożnie wyjąć donicę z formy i obrobić jej powierzchnię za pomocą noża i metalowej szczotki:

 

Pokażę jeszcze jak obrabiałam drugą z moich donic, taką z bardziej finezyjnym kształtem, uzyskanym przez zastosowanie bardziej powyginanej kory:

 

 

Po obróbce donicę można spłukać wodą, zwilżyć. U nas akurat kilka dni po jej wyjęciu było deszczowych, więc po prostu stała sobie w deszczu w zacienionym miejscu. Ogólnie rośliny posadzić w niej będzie można dopiero po miesiącu, gdy cement do końca zwiąże. Początkowo dość ciężka donica, z czasem staje się coraz lżejsza…

 

Czas na podsumowanie i efekty końcowe.
Tak wygląda donica „z wiadra” po dwóch tygodniach:

A tak donica fikuśna, wyklejana w donicy:

 

Tutaj widać donicę fikuśną zaraz po obróbce:

 

 

Tak, muszę przyznać, że mam duszę kombinatora i, oprócz kory, wkleiłam także hubę, która została po wycięciu w zeszłym roku zaatakowanego grzybem migdałowca:

Donica do całkowitego związania potrzebuje jeszcze około dwóch tygodni, ale musicie przyznać, że już robi wrażenie. Po tej przygodzie mam ochotę na jeszcze więcej!

 


Jeszcze pytanie co tam posadzić? Macie jakieś pomysły? A może również zrobicie sobie taką donicę?
Jeśli nie przekonuje Was donica, a szukacie inspiracji, polecam moją tablicę Hypertufa na Pintereście.

 

Dodaj komentarz