Witajcie,

Ostatnio pochłania mnie las, ogród i remont pokoju, stąd nieco mniejsza aktywność na blogu. Zaangażowałam się w kilka przedsięwzięć, między innymi przerabiamy kalkulator zmydlania i już jesteśmy niemal na finiszu! Końcem czerwca szykuje się też pewna niespodzianka, do której przygotowuję się od jakiegoś czasu, ale napiszę Wam o niej dopiero, gdy wszystko będzie „pozapinane na przedostatni guzik”. A w dzisiejszym wpisie napiszę co nieco o malowaniu na ścianie. Gotowi?

 Zaczniemy tradycyjnie od materiałów. Przydadzą nam się: taśma klejąca papierowa do wyznaczenia ram obrazu, reprodukcja, linijka i taśma metryczna, ołówek, gumka, różnej wielkości pędzle, paleta, małe słoiczki na farbki, dwa duże słoiki (jeden z wodą do płukania pędzli, drugi na rozrobione spoiwo) oraz spoiwo (u mnie akrylowe – primal) i kolorniki. Wybór techniki nie jest przypadkowy – obraz powstanie na ścianie pokrytej wcześniej stosunkowo niedawno farbą akrylową.

Będziemy oczywiście potrzebować także podobrazia – ściany – oraz taśmy klejącej i trochę folii lub gazet do zabezpieczenia podłogi i otoczenia.

Zaczniemy od wyznaczenia pola obrazu. U mnie będzie to prawie 1,8 metra na 3 metry. Duży? Dla mnie tak, na dodatek jestem mała, więc musiałam zaopatrzyć się także w drabinę. Drabina to świetna sprawa, nawet jeśli na niej nie stoicie, możecie położyć na niej słoiczek z farbą, paletę czy pędzel. Mile widziane także krzesła (ofoliowane w razie czego). Po wymierzeniu pola obrazu oklejamy go taśmą klejącą:

Czas wziąć się do przerysowywania reprodukcji. Pewnie stukniecie się w głowę, bo przecież rysunek można przenieść rzutnikiem… Ale: po pierwsze nie mam rzutnika, a po drugie myślę, że rysowanie własnoręczne wymaga więcej uwagi, na tym etapie już uczymy się wizerunku oraz taki odręczny wizerunek z miejsca zyskuje charakteru względem mechanicznego odrysowywania z rzutnika.

Nie wiem czy dobrze widać na zdjęciu powyżej (gdy pracuję skupiam się na pracy, nie na fotografii), ale dla osób nieznających metody: wydrukowaną reprodukcję dzielimy na pola. Nie muszą to być kwadraty, mogą prostokąty, nie musi ich być dużo. Następnie na taką samą ilość pól dzielimy pole na ścianie. Przerysowujemy kwadracik po kwadraciku główne linie z reprodukcji. Polecam co jakiś czas spojrzeć z odległości, żeby skonfrontować nasz rysunek z reprodukcją. Gdy skończymy, linie pomocnicze na ścianie możemy usunąć gumką:

Niby koniec, na tym etapie nie musimy wdawać się w szczegóły, ale pamiętajmy, ze rysunek ołówkiem na ścianie lubi się mazać. Aby tego uniknąć rozcieńczamy spoiwo do takiego stężenia, żeby było nieco tłustsze niż farba pod spodem, to znaczy, żeby nie uciekało, ale dało się nanosić. Unikajmy zbyt mocnego spoiwa. Myślę, że 15-20% będzie w porządku. Nie napiszę jakim ja utrwalałam rysunek, bo oczywiście zrobiłam to „na oko”. Przygotowanym roztworem poprawiamy linie wyznaczone ołówkiem:

Nie dość, że rysunek stał się wyraźniejszy, to po wyschnięciu spoiwa przestał się mazać. Wreszcie można przystąpić do malowania właściwego. Przy dużych powierzchniach dobrze zacząć od rozrobienia większej ilości farby w słoiczku. Robimy to tak, że w dużym słoiku mamy rozcieńczone spoiwo np. 20% w wodzie, przelewamy trochę do mniejszego słoiczka i dodajemy kilka kropel kolorników, w zależności od tego, jaki kolor i stopień krycia chcemy osiągnąć.

Ja miejscami wykorzystuję kolor podkładu i nakładam farbę laserunkowo, następnie zajmuję się podmalowaniem miejsc, które chciałabym, aby miały większe krycie. Początkowo nawet mocną czerń nakładam cienko.

W miarę jak przybywa warstw i kolorów, obraz staje się wyraźniejszy i bardziej podobny do pierwowzoru.

Oczywiście to nawet nie kopia – oryginał Gustawa Klimta Węże wodne II (1904-1907) wykonany prawdopodobnie techniką olejną lub temperą oraz pastiglia, ma inne wymiary. Ja zastosuję folię metalową nakładaną na płasko, ale o tym niżej.

Do złocenia potrzebujemy mikstionu akrylowego oraz metalowej folii w kolorze złotym. Nie będzie to złocenie płatkami złota ze względu na oszczędność. Techniką „na mikstion” również można przyklejać także złote płatki. Szlagmetal jest o tyle „prostszy”, że po włożeniu między dwie kartki papieru daje się dość precyzyjnie kroić nożyczkami i nie zroluje się jeśli dotkniemy go palcami.

Poza folią i klejem przydadzą nam się precyzyjne pędzle do nakładania kleju oraz większy miękki pędzel do omiatania nadmiarów. Tak to wygląda w trakcie:

Oczywiście można malować i złocić naprzemiennie, czasami folia nie przyklei się tak jakbyśmy tego chcieli i wtedy trzeba ją zamalować. Długo złocąc można się też znudzić – polecam trochę malowania, trochę złocenia na przemian;)

Pamiętajmy, że szlagmetal trzeba zabezpieczyć przed korodowaniem. Można do tego użyć werniksu akrylowego, ja użyłam roztworu szelaku w alkoholu. Tu już prawie skończony obraz:

I po odklejeniu taśm zabezpieczających:

Jeśli macie większy rozmach, ramę z taśmy możecie nakleić szerzej. Wybierajcie też taśmy, które nie robią „strappa” czyli nie odchodzą razem z farbą podkładową lub tynkiem (tak, są takie mocne taśmy).


Co myślicie o współczesnym malarstwie ściennym? Chwilowa moda? Kicz? A może sami chcielibyście mieć taki mural w domu?  Jeśli tak, to czy byłby to wzór z twórczości któregoś znanego malarza czy coś projektowanego specjalnie dla Was?

 

One thought on “Jak namalować duży obraz na ścianie?

  1. Draqilka napisał(a):

    Pięknie to wyszło, ale zdecydowanie nie zdecydowałabym się na coś takiego u siebie. Za dużo koloru, za dużo wszystkiego… 😉

    1. Ev napisał(a):

      Dużo. I duży format 😉 Sama wolę gładkie ściany i obrazy do powieszenia (lubię zmiany), ale bardzo cieszę, że ktoś mi powierzył swoją ścianę do poszalenia 😉

  2. Life by MARCELKA napisał(a):

    wyszło super
    jestem pod ogromnym wrażeniem

  3. Kamila Olszewska napisał(a):

    Wow, przepieknie, bardzo mi sie podobaja takie obrazy na scianach i sama bym chciala kiedys taki miec, mysle, ze bylby to widok z jakiegos pieknego miejsca na ziemi 🙂

    1. Ev napisał(a):

      Bardzo ciekawy pomysł:) i taki do zrobienia;)

  4. magdasierocinska napisał(a):

    ach, strasznie mi się podoba twoja praca! i do tego to nie jest kopia 1:1 tylko jeszcze twój wkład własny. Jaram sie takimi zdolnymi ludźmi 😀

    1. Ev napisał(a):

      Dziękuję za miłe słowa i niesamowicie się cieszę, że się podoba…
      Nie wiem czy jestem zdolna, zawsze bardziej mówiono o mnie „pracowita” niż „zdolna” czy „utalentowana” 😉

Dodaj komentarz