Hej, ho!

Niedawno nabyłam (z pobudek kulinarnych) pyłek pszczeli, jednak po dwukrotnym dodaniu go do musli zrezygnowałam z tego przeznaczenia… Jadł ktoś kiedyś kwiatki? Pytam, bo tak właśnie smakuje ten pyłek – jak wspomnienie z ciekawskiego dzieciństwa…

Skuszona cennymi właściwościami pyłku, opisanymi np. w poradniku zdrowie, bardzo bym żałowała, że się zmarnował. Jednak zanim ponownie użyję go w kuchni, na pewno upłynie sporo czasu, dlatego dziś będę go nakładać na włosy w ramach kolejnej włosowej niedzieli.

Na początek zmieszałam pyłek pszczeli z łopianowym balsamem do włosów Green Pharmacy:

SONY DSC

To wcale nie jest takie proste i polecam odstawić zmieszany pyłek w ciepłe miejsce (u mnie na kaloryfer). Po namoknięciu znacznie łatwiej się zmiesza, stopniowo nabierając koloru musztardowego:

SONY DSC

W międzyczasie poszłam umyć włosy żelem Facelle, a na jeszcze wilgotne włosy od nasady aż po końce wtarłam przygotowaną wcześniej maź. Miłym dodatkiem był masaż skóry głowy:)

SONY DSC

Założyłam jak zwykle czepek i ręcznik, po czym poszłam malować. Tworzę teraz dwa jesienne obrazy olejne, które być może pokażę Wam tutaj, gdy skończę…

SONY DSC

Po spłukaniu mieszanki nałożyłam jeszcze na minutkę maskę z Isany, ale tylko na końce (ok. 7 cm), aby łatwiej było włosy rozczesać. Po wyschnięciu wyglądały jak na zdjęciu poniżej – po lewej (światło dzienne) bez lampy, po prawej z lampą. W rzeczywistości są brązowe, nie rude – prawdopodobnie balans bieli został nieodpowiednio dobrany z pośpiechu…

SONY DSC

Efekty… Mieszane. Włosy są wygładzone, błyszczące i miękkie, ale postrączkowały się bardzo szybko, prawie zaraz po przeczesaniu. Jeśli chodzi o działanie niestety przegrywa z drożdżami, chociaż zapach jest przyjemniejszy;)

Na koniec bonus w postaci zdjęcia moich włosów w warkoczu. Są przerażająco cienkie, no ale – takie są:

Jeszcze małe przypomnienie o konkursie.


 Życzę wszystkim miłego wieczoru;)