Hej, ho!

Dziś opowiem o warsztatach, jakie miały miejsce tydzień temu podczas tegorocznego festiwalu Bass Camp. Do relacji dorzucę także kilka przepisów (na mgiełkę do ciała, krem, balsam do ust i peeling), odtworzonych z pamięci, mimo, że kręciliśmy nasze mazidła „na żywioł”.

Bass Camp

Zacznijmy od tego, że Bass Camp jest wyjątkowym festiwalem muzycznym. Wyjątkowym przede wszystkim ze względu na to, że tworzą go unikatowi, specyficzni ludzie, w pędzie współczesności znajdujący czas na zatrzymanie się, wsłuchanie w siebie, naturę, tworzący samodzielnie nie tylko dźwięki, ale instalacje i całe systemy nagłaśniające, wkomponowane otoczenie. Tegoroczna, trzecia edycja festiwalu, ulokowała się w Rudawce Rymanowskiej na podkarpaciu, bardzo malowniczo: na rozległej polanie nad Wisłokiem, w otoczeniu drzew i ogromnych, odsłoniętych ścian skalnych.

Nie zamieszczę zdjęć z całego terenu festiwalu, bo nie o tym miał być ten wpis. Na zdjęciu powyżej można zobaczyć ułamek terenu, o tyle istotny, że pod drewnianą wiatą odbywały się rozmaite warsztaty i inne aktywności, m.in. joga, warsztaty naturalnego budownictwa, warsztaty bębniarskie, oraz warsztaty kosmetyczne. O poprowadzenie tych ostatnich zostałam poproszona przez osobę czynnie zaangażowaną w organizację festiwalu.

Jak widzicie wyżej, warunki mieliśmy dość specyficzne, plenerowe, ale z perspektywy czasu myślę, że był to miło i interesująco spędzony czas.

Warsztaty

W tym miejscu chciałabym także podziękować w imieniu własnym oraz uczestników warsztatów właścicielowi sklepu Zrób Sobie Krem za zasponsorowanie materiałów i surowców, z których powstały nasze mikstury.

Warsztaty odbyły się w dniach 30 czerwca i 1 lipca, w bardzo sympatycznym gronie 12 i 10 osób. Jeden warsztat trwał około dwie i pół godziny. Pogoda pierwszego dnia dopisała, było ciepło i słonecznie, momentami nawet gorąco, drugiego natomiast nastąpiło dość spore ochłodzenie po deszczu. Piszę o tym nie bez powodu – warunki pogodowe wymusiły poniekąd kilka zmian w recepturach.

Pierwszego dnia wykonaliśmy mgiełkę chłodzącą, a drugiego ze względu na ochłodzenie, mgiełkę tonizującą do ciała i włosów.

Skład mgiełki chłodzącej i tonizującej:

  • 40-50ml woda mineralna
  • 20-30ml hydrolat z róży bułgarski
  • 1-3 krople gliceryny
  • 1-3 krople kwas hialuronowy
  • 1-2 krople olejek zapachowy (np. miętowy, melisowy, May Chang)
  • opcjonalnie kwiaty bzu czarnego lub płatki nagietka dla dekoracji
  • opcjonalnie dodatek oliwy magnezowej
  • opcjonalnie dodatek domowego octu jabłkowego

*W mgiełce tonizującej zastąpiliśmy część wody mineralnej naparem ziołowym (na wodzie mineralnej) z ziela skrzypu (10 min gotowanego), pokrzywy, czarnego bzu lub nagietka. Proporcje ok. 1/4 napar, 3/4 woda.

Zasadniczo warsztaty miały na celu pokazanie, że robienie kosmetyków w domu jest proste i przyjemne, a poza fajną zabawą (w którą mogą się też zaangażować dzieci), zyskujemy kosmetyk, który jest nasz, unikatowy i „wiemy co jest w środku”. To ważne, aby wraz ze wzrostem świadomości na temat tego, co jemy, mieć też świadomość, że chemia, jakiej używamy także wpływa bezpośrednio na naszą skórę, organizm, oraz na otaczające nas środowisko.

Kręcenie kremu odbyło się w pewnym stopniu na zasadzie pokazu i wykładu. Omówiliśmy składniki i ich funkcję w kremie. Wszystko można było zobaczyć, powąchać, dotknąć i posmakować (z tym ostatnim żartowałam).
Następnie pokazałam jak zrobić bazę do kremu bez ważenia (tu dziękuję moim asystentkom mieszającym rozpuszczające się w łaźni wodnej oleje i emulgator, dzięki czemu mogłam w międzyczasie opowiedzieć o dodatkach).
O domowej produkcji kremu już pisałam ogólnie w artykule  jak zrobić domowy krem. Poniżej podaję mniej-więcej proporcje bazy kremowej i wypisuję dodatki – orientacyjnie, bo – uczestnicy mogą potwierdzić – mimo, iż miałam ze sobą wagę i miarki, to niczego nie ważyłam i nie odmierzałam:

Skład kremowej bazy:

  • faza wodna: hydrolat z róży bułgarski ok. 200ml
  • emulgator: GSC ok. 3 łyżki
  • faza olejowa:
    • ok.55-60 ml olej jojoba
    • ok.55-60ml olej ze słodkich migdałów
    • ok. 3-4 łyżki masło shea
    • ok. 1 łyżki olej kokosowy
    • ok. 1- 1,5 łyżki lanoliny
    • wosk pszczeli ok. 1 łyżki
  • dodatki:
    • olej z nasion malin
    • macerat nagietkowy
    • macerat lawendowy
    • witamina A
    • witamina E
    • kwas hialuronowy
    • gliceryna roślinna
    • ocet jabłkowy
    • wybrany olejek eteryczny (May Chang, melisowy, miętowy, cynamonowy)

Jak widać krem miał dosyć bogaty skład, a emulgatora (ze względu na upał) było sporo, aby z jednej strony nie rozwarstwiał się na cieple, a z drugiej nadmiar emulgatora pozwalał uczestnikom spersonalizować krem, czyli dodać jeszcze innych składników, które bez problemu z kremem się połączyły.

Po stworzeniu wspólnej bazy każdy odlał sobie trochę i uzupełnił dodatkami według własnego uznania.

W tle odbywały się warsztaty jogi, przez co dużo się działo;)

Po przełożeniu kremu do pojemniczka, pozostałą ilość wykorzystaliśmy do podniesienia walorów naszego peelingu cukrowego.
Skład peelingu:

  • odrobina kremu
  • 3-5 łyżek cukru
  • 1-2 łyżki wiórek mydlanych (z domowego mydełka)
  • 1-2 łyżki oliwy lub oleju lub maceratu olejowego
  • opcjonalnie łyżeczka kawy lub płaska łyżeczka cynamonu
  • olejek eteryczny do wyboru (słodka pomarańcza, May Chang, cynamonowy)

Pierwszego dnia zrobiliśmy też balsam do ust, z którym drugiego dnia nie zdążyłam, ze względu na czas poświęcony na gotowanie skrzypu i zaparzanie ziół, ale myślę, że te ziołowe kosmetyki wnoszą nieco inną jakość, a stapianie tłuszczy na balsam-błyszczyk do ust jest stosunkowo proste.

Skład balsamu do ust:

  • nierafinowany olej kokosowy
  • masło kakaowe
  • masło shea
  • wosk pszczeli żółty
  • lanolina
  • olej z pestek malin lub macerat olejowy
  • olej rycynowy
  • wybrany olejek eteryczny, chociaż i bez dodatków zapachowych peeling pachniał czekoladowo-kokosowo (np. cynamonowy, ze słodkiej pomarańczy, melisa, mięta, May Chang)

Prawdopodobnie powstanie galeria z większą ilością zdjęć z warsztatów, niestety na potrzeby tego wpisu musiałam się nieco ograniczyć, jeśli już ogarnę to na pewno podlinkuję tutaj.

Jeszcze tylko dwa pamiątkowe zdjęcia naszych małych „cudów”…

…oraz przypomnienie, że naturalne kosmetyki bez konserwantów należy przechowywać w lodówce i najlepiej szybciutko zużyć 😉 do mojej porcji kremu celowo nie dodałam żadnego olejku eterycznego i eksperymentalnie nie trzymałam go w lodówce… niestety końcówka zepsuła się ( przedwczoraj pojawiła się niebieska pleśń i musiałam resztkę kremu wyrzucić) – czego można było się spodziewać przy letnich temperaturach. Pomyślcie ile konserwantów i stabilizatorów dodaje się do drogeryjnych kosmetyków, że są w stanie poza lodówką nie zmienić zapachu ani konsystencji nawet przez  DWA LATA! Mam nadzieję, że pozostałe kremy mają się dobrze lub zostały już zużyte;)

Z całego serca dziękuję organizatorom festiwalu za zaproszenie i udostępnienie przestrzeni, wszystkim sympatycznym uczestnikom i nieśmiałym obserwatorom, naszemu miłemu sponsorowi oraz sprytnemu fotografowi. Bez Was te warsztaty nie miałyby sensu.
Mam także nadzieję, że chociaż kilka osób udało mi się „zarazić” pasją robienia kosmetyków w domu;)

Dodaj komentarz